Na progu, cz 6 [04.06.06]

VI
"Dobre słowa są potrzebne teraz. Już niedługo pójdę i nigdy nie wrócę" - Teresa Koenig

Słońce zachodzi
Skończył się dzień.
Najdziwniejszy w moim życiu dzień.

Mama zapaliła światło
Zaglądała do twej szafy
Półprzytomna mamrotałam
Było za wcześnie na światło
I szmery
Mikołaj coś mówił, ja nie słyszałam.
Mama poszła. Światło zgasło. Zasnęłam.
Nie, nie mogłam spać, mama powróciła,
Powiedziała: "Nie słyszałaś? Mikołaj mówił Ci...
"Nie" - odpowiadam - "Nie, byłam w półśnie."
"Babcia..." - Wiedziałam. "Że babcia...?"
"Tak." "Mówiła mi, które ubranie wybrała."
Byłam na dole, chwilę zapłakałam
I Babci rękę ucałowałam.
Poszłam się wykąpać i umyć włosy.
Potem się ubrałam.
A Babcia? Babcia leżała.
Koło szóstej nad ranem została przebrana.
Różaniec do ręki dostała.
I krzyż.

To do mnie nie dociera.
Wczoraj: "Babcia umiera"
Dzisiaj: "Babcia nie żyje"
Nie wiem naprawdę, co właściwie czuję.

Słońce zachodzi.
Skończył się dzień.
Najdziwniejszy w moim życiu dzień.

zachód słońca w Kowalewie, bodajże 5 czerwca '06






0 komentarze:

Literaci wszelacy