W Srebrnym Nowiu

stoimy razem na jutrzejszej ścieżce
i zachwycamy się porankiem
ja w twoim świecie dopisana
ty w moim niewypowiedziana

Emilko, moja przyjaciółko
spotkamy sie kiedyś
w wykaligrafowanym niebie
będziemy razem
smakować nieśmiertelności
o barwie wyblakłego atramentu
tuląc puszyste koty do siebie

Nienarodki [noc 2.11.11]

wszystko dzięki Acie. (tak chyba brzmi Ata w celowniku? )
pokłony i wyrazy wdzięczności za tytułowy neologizm!


nasze Dzieci
Nienarodki
setki roześmianych twarzy
małe Stworki
dobre Duszki
lecz niezaglutynowane
prespirtytualne Głosy
majaczące wieczorami
w czas naszych sekretnych pieszczot
chichoczące tuż nad nami

Ojcze Mój [Zbrosławice, jesień 2010]

Ojcze mój
Który jesteś chyba gdzieś
tam na górze
Próbuję codzień chwalić
imię twoje
Ale czymże jest królestwo twoje
I czy wola twoja tożsama jest z wolą
przez kościół głoszoną?

Czy w twoim niebie
jest lepiej niż na ziemi?

Nie proszę cię o chleb, ale o bułki
bo bardziej mi smakują.

I nim odpuścisz mi winy
siądź ze mną pod drzewem
i wytłumacz czym i dlaczego zgrzeszyłam.

Ja moim winowajcom otwarcie mówię
w czym mi zawinili
jeśli nie wiedzą.

(Tak, przebaczam im, oczywiście.)

Opowiedz mi o pokusach zakazanych
gdyż pogubiłam się już trochę.

Jak nauczyciel rozpisz mi w tabelce
co dobre, co złe.

I... amen.

Niepodległość [25.10.11; 09:09]

Dziś niepodległość to wolność słowa
Na którą klniemy jak gdybyśmy jej nie chcieli

Postmodernistyczne społeczeństwo
które widzi sztukę w kropce kresce i plamce

Obojętna większości Unia Europejska
Ignorowane przez wszystkich wyobry

Wolni ludzie dwudziestego pierwszego wieku
ciągle nie są wolni

***

Chyba że porzucę myśl irytującą o wszystkich
i o nikim
Odetchnę dwa razy
Wyrzucę puszkę Coli do kosza
I na przedmieściu usiądę pod drzewem
Nikt nie będzie do mnie strzelał

Zostanę tu nawet do godziny policyjnej
A z mroku nikt nie przyjdzie spytać co tu robię

Po prostu: mogę

Rycerze z Narwiku [25.10.11; 08:52]

Behemot pisze wiersze o tematyce niepodległościowej. Jak wyszło?

Niepodległości Polski i świata
Tak broniliście, o dzielni rycerze
Dlatego głowę przed wami chylę
Boście walczyli w szlachetnej wierze

Choć na obczyźnie, na cudzej ziemi
Wiek już leżycie pogrzebani
To jednak duchy wdzięcznych rodaków
Trafiają tutaj waszymi śladami

Aż tu, pod Narwik żeście dopłynęli
Przez labirtyny fiordów norweskich
We mgle wieczornej do dziś majaczą
Chrobry, Batory, Grom, Burza, Sobieski

I dziś gdy tu stoję nad waszym grobem
Na wzgórzach słyszę świst artylerii
Dziękuję, żeście walczyli za Polskę
W tej skandynawskiej, obcej scenerii

Tous Les Garçons Et Les Filles - Françoise Hardy

Dla Tego, dzięki któremu ta piosenka już nie jest o mnie :)




Tous les garçons et les filles de mon âge
se promènent dans la rue deux par deux
tous les garçons et les filles de mon âge
savent bien ce que c'est d'être heureux
et les yeux dans les yeux et la main dans la main
ils s'en vont amoureux sans peur du lendemain
oui mais moi, je vais seule par les rues, l'âme en peine
oui mais moi, je vais seule, car personne ne m'aime

Wszyscy chłopcy i dziewczyny w moim wieku
Spacerują po ulicach ramię w ramię
Wszyscy chłopcy i dziewczyny w moim wieku
Dobrze wiedzą co to znaczy być szczęśliwym
I wpatrzeni w siebie, ze splecionymi dłońmi
Odchodzą zakochani, nie bojąc się jutra.
Tak, ale ja, idę sama, ulicami, zatroskana
Tak, ale ja, idę sama, mnie nie kocha nikt.


Mes jours comme mes nuits sont en tous points pareils
Sans joies et pleins d'ennuis
Personne ne murmure "je t'aime" à mon oreille.

Moje dnie i noce są zawsze takie same
Bez radości i pełne smutków
Nikt nie szepcze mi do uszka "kocham Cię"

Tous les garçons et les filles de mon âge
font ensemble des projets d'avenir
tous les garçons et les filles de mon âge
savent très bien ce qu'aimer veut dire
et les yeux dans les yeux et la main dans la main
ils s'en vont amoureux sans peur du lendemain
oui mais moi, je vais seule par les rues, l'âme en peine
oui mais moi, je vais seule, car personne ne m'aime
Wszyscy chłopcy i dziewczyny w moim wieku
Planują już razem przyszłość
Wszyscy chłopcy i dziewczyny w moim wieku
Wiedzą dobrze co to znaczy kochać
I wpatrzeni w siebie ze splecionymi dłońmi
Odchodzą zakochani, nie bojąc się jutra.

Tak, ale ja, idę sama, ulicami, zatroskana
Tak, ale ja, idę sama, mnie nie kocha nikt.


Mes jours comme mes nuits sont en tous points pareils
Sans joies et pleins d'ennuis
Oh! Quand donc pour moi brillera le soleil?

Moje dnie i noce są zawsze takie same
Bez radości i pełne smutków
Och! Kiedy więc dla mnie zaświeci słońce?


Comme les garçons et les filles de mon âge
connaîtrais-je bientôt ce qu'est l'amour?
Comme les garçons et les filles de mon âge
je me demande quand viendra le jour
où les yeux dans ses yeux et la main dans sa main
j'aurai le cœur heureux sans peur du lendemain,
I tak jak chłopcy i dziewczyny w moim wieku
dowiem się niedługo co to znaczy miłość?
I tak jak chłopcy i dziewczyny w moim wieku
zastanawiam się kiedy przyjdzie ten dzień
kiedy oczy wpatrzą się w oczy, a ręka wsunie się w rękę
Będę mieć radosne serce bez strachu przed jutrem.

le jour où je n'aurai plus du tout l'âme en peine,
le jour où moi aussi j'aurai quelqu'un qui m'aime.
Dzień kiedy nie będę już taka smutna,
Dzień kiedy ja też będę miała kogoś kto mnie kocha.

Jesienność [6.10.11; 16:31]

Lubię być smutna

Dlatego nie odbieram sobie tej przyjemności
I topiąc się w smutku delektuję się bezdechem

Czasem wolę tęsknotę niż bliskość
Zdaje się wznioślejsza

Głód niż sytość
Dla lekkości

Samotność niż towarzystwo
Dla godności

Wolność wybieram
Zamiast duszącej miłości

I jesień
bo jest między zimą a latem rozsądkiem
zatopionym w szarej skale złotem

Uśmiech dla Ciebie [29.09.11; 18:53]

Wiesz że nie umiem pisać wesołych wierszy
Jestem poetką gdy za miliony cierpię
(Być może byłam Mickiewiczem w poprzednim wcieleniu)

Ale postanowiłam zostać łapaczem chwil ulotnych
Nieuchwytnych rozwiewających się jak mgliste sny

Chciałabym Ci szeptać do ucha les mots d'amour
Zamiast rzewnie płakać

Mogłabym jouer pour toi na harfie (gdybym umiała)
Nie na nerwach ci grać

Na koniec chciałabym en restant silencieuse
(najlepiej żeby bolało mnie gardło i żeby był jesienny wieczór)
słuchać Ciebie

*** [29.09.11; 14:10]

Jesień tak boleśnie wżera mi się w duszę
Gdy dni mijają tak bez Ciebie

Serce płoche pulsuje ustawicznym bólem
Mimo że słońce migoce mi w oczach

Jesteś jeszcze dalej niż gdy byłeś mile stąd
Splątana nić naszych losów rozluźnia się

***

Potrzebujesz wolności
jak ja

Rozumiem kocham trwam

Pleha [22.09.11; 10:00]

Stary artysta plastyk
mój nauczyciel z podstawówki
uśmiecha się wszystkimi swoimi zmarszczkami

Wykrzywia się dziwacznie
surrealistyczny na każdej fotografii

jego sny wypełzają w rzeczywistość
wprawiająć wszystkich w osłupienie

Zawsze krzyczał 'silne formy!'
gdy bazgraliśmy długpopisami jakieś bohomazy

fascynujące wizje dla niego

Urobor [8.09.11; 08:05]

Zaplątany wężu czasu
Zjadliwy gadzie
Złośliwcu

Dosiadam cię mimo woli
A ty robisz wszystko by mnie zrzucić

Ugryź wreszcie swój ogon
Bym mogła wreszcie odbić się od twojej czaszki
i ułożyć wszystkie twe łuski od początku

Tak piękne są początki

Piano dans les buissons [25.06.11]

O świcie zbudził mnie mglisty duch poranka
wyszłam tylnymi drzwiami na łąkę
zimną rosę czując pod stopami
w wilgotnym powietrzu łowiłam wzrokiem każdy szczegół

Łagodne dźwięki pianina rozchodziły się po całej polanie
tak jakby ktoś to wcześniej wyreżyserował
boso pobiegłam do źródła dźwięku

nie wiedziałam że potrafisz grać

Temps qui passe [24.06.11]

Nic nie zastąpi niewinnej świeżości
Pierwszego powiewu nowej miłości

Rześkiego jakby wiatr w porannym lesie
Który podmuchem lekkość ducha niesie

Bo stara miłość to już nie to samo
Kolejne kwiaty więdną z nią co rano

I łąka niegdyś pachnąca świeżością
Zbrukana posoką, krwią oraz kością

Poeci [5.06.2011]

Tym, którym sprawiam cierpienie.


Podcinają sobie skrzydła i żyły
wersami przepełnionymi cierpieniem

Chowają kartki do szuflad ale chętnie
pisaliby na nich

Popatrzcie jak cierpię
jam jest milion i cierpię za miliony właśnie

Za progiem tuż ludzie cierpią przez nich
demony wyklute z własnej beznadziei

Bydgoszcz Główna [19.05.2011]

premiera w SMSie do Kowala. haha!


Popatrz ze mną, jak słonce wstaje nad dworcem
Jak nieśmialo rzuca cienie na peronach
W swieżosci poranka brodzą mary wczorajszych pasażerow
Już bez pośpiechu

Slychać tylko skrzypiące szyny i ciche buczenie silników
Nieliczni którzy przyszli wcześniej
Wsiadają niespiesznie do swoich wagonów
Potem przyjdą inni
Spóznieni dyszący tupiący
Zagluszą śpiew ptaków dopadną do drzwi
Zanim odjedzie
Zanim odjedzie

Na rozkładzie widzieli ze pociągi odjeżdżają dzisiaj
Niby to do Olsztyna
do Gdańska
do Poznania

Ale będą mieć miny
gdy wysiądą na stacji Wieczność Główna

Qu'est-ce qu'il compte le plus? [04.06.11]

Qu'est-ce qu'il compte le plus dans la vie?
Quand je n'avais pas de toi, je pensais que toi.
Maitenant je t'ai trouve, mais les ombres qui t'imitent m'apellent.
Lorsque je leur reponds, je n'entends que de la silence.
Les mirages demeurent. Le desir du bonheur est comme un trou noir.
Il se nourrit de reves realises, enferme par eux, il s'ouvrira ailleurs.


Ils m'apellent, tous ceux pourraient compte pour moi.
Meme ceux sur lesquels je ne pouvais pas compter.
Parfois je ressens sur mes levres les vestiges des baisers fantasmatiques.
Je ressens mes joues en feu, les mains tremblants quand mon ame revient aux places ou je ne reviendrais plus jamais comme j'y etais avant.


Parfois j'ai l'impression que j'ai perdu quelque chose. [...]

Co w życiu liczy się najbardziej?
Kiedy nie miałam Ciebie, myślałam, że Ty.
Teraz Cię znalazłam, ale dawne cienie udające Ciebie wołają do mnie.
Gdy im odpowiadam słyszę tylko echo.
Złudzenia pozostają. Pragnienie szczęścia jest jak czarna dziura.
Karmi się spełnionymi marzeniami, zamknięta przez nie, tworzy się gdzie indziej.

Wołają mnie wszyscy, którzy przed laty mogli się dla mnie liczyć.
A nawet Ci na których liczyć nie mogłam.
Czasem czuję na swych ustach ślady widmowych pocałunków.
Pieką mnie policzki i czuję drżenie rąk gdy mój duch wraca w miejsca, do których już nie wrócę taka jak wtedy.

Czasem mam wrażenie że coś straciłam.
Ale wtedy uświadamiam sobie, że cokolwiek bym nie zrobiła, straciłabym coś. Chciałam gdzieś należeć. Chciałam należeć do kogoś. Teraz czuję na moich rękach więzy i chciałabym się uwolnić z tych, które pętają mnie najmocniej.
Po śladach babiego lata ulatniającego się tuż nad moją głową dotrzeć do zapomnianych marzeń.
Do tych, których mogłam poznać, gdyby wszystko potoczyło się inaczej.

Kiedyś byłam w miejscu gdzie wszystko jest inne i otwierały się przede mną cudowne perspektywy.
Ale nie miałam Ciebie.

Czy ta rzeczywistość jest gorsza?
Zbuduję most choćby z kawałków próchna które znajdę po obu brzegach.
Jeśli chcesz znać cały mój świat, musisz poznać miejsca, w których zostały odłamki mojego serca.

Strasburg.

Przedsen [11.03/4.06.2011]

Zasypiając patrzyłam w gwiazdy
przez okno na poddaszu, a zamykając oczy
ciągle czułam jak galopujesz ze mną na grzbiecie

Do gwiazd galopujesz gdy zamykam oczy
Przez okno na poddaszu wyskakujesz mój pegazie
Zasypiając na twym grzbiecie czuję się bezpiecznie

***

Drogą mleczną mkniemy w rozświetloną noc
Bezpieczny ze mną jesteś dalej jeszcze chodź
Na poddasze przez okno wbiegniemy o brzasku
A teraz biegnijmy dalej w wszechświat pełen

blasku

Nostalgie [15.05/4.06.11]

Czasami mój duch zabłądzi do Francji
W obskurne uliczki Strasburga
Skulony ucieka przed upiorami które mówią
że nie było go tam, gdy był potrzebny

Nikt już go nie pamięta
Już nie jest stamtąd
Pałęta się od Esplanade do Place Kleber

Gdy wy śpicie w łóżkach i śnicie inne sny
Ja śnię o waszej codzienności
Która była kiedyś moją

Ach chwile tak ulotne
Pożyczone od życia

Delirium [25.05.11, noc]

Zadymiony smak piwa
rozchodzi się w gorącym
pubie

Każdy facet odwzajemnia
spojrzenie jeszcze zanim
zerkniesz

Możesz go mieć
po kilku chwilach
czujesz jego usta

Tutaj New York
i Barcelona z Paryżem
się spotyka

I klepsydra czasu
nie przyspiesza niestety
gdy pusta

Naleją ci więc do niej
jeszcze piwa

S. [15.05.2011]

"Niechaj moje miłości żyją nadal. Piękne jak pierwsze spojrzenie w oczy. Namiętne jak pierwsza noc. Czułe jak pierwsze przebudzenie."
(Total Cheops, J.C. Izzo)
Hinduska muzyka grała mi w głowie
Gdy miałam czternaście lat
Hinduski chłopak był w moim sercu
Tak mały zdawał się świat

Wtedy myślałam że jest Indianinem
Skórę jak kawa z mlekiem miał
I oczy ciemne jak dwa węgielki
A zawsze tak pięknie się śmiał

Łączyła nas Francja i szkolne rozmowy
Dawno już nie ma mnie tam
On już zapomniał nie myśli już o mnie
Chyba że czasem gdy jest sam

Dni godziny lata [28.03/02.04.2011]

Gdzieś za plecami
biegały dni godziny lata
Czas zabierał z szuflad kalendarze
i zjadał je na podwieczorek.

Zawieszeni pomiędzy prawdą
a kłamstwem, nicością a absolutem
czekaliśmy na role w tym dziwnym teatrze.
Nie dostaliśmy żadnych.

Wyszliśmy z biura i rzuciliśmy karierę
w cholerę.

Dawne szlaki zabłysły dla nas nowym blaskiem
choć czas pożerał marzec siedząc na drzewie
i machał nogami jak niesforny dzieciak

Poeci [28.03.11]

poeci to bankruci
kupują wszystko
choć wiedzą - nie można tak

Dorosłość [marzec 2011]

Dorosłość
smak kawy
pośpiech
Samotność
proszek do prania
Życie
ciągle piękne

Ćmy [1.04.2011]

Ćmy wpadają przez okno
lecą do światła
Ludzie wpadają do mojego życia
i lgną do mnie - nie wiem czemu

Tylko że ćmy odlatują
jeśli pokażę im drogę

A wy odejdziecie sami

Tomasz Różycki - Pris en gage

Un mec qui a acheté le monde, a pris la mort en gage.
Quand il descendait vers la mer, l’ombre le suivait
et, en rammasant la sauge et les épines, s’allongait,
devorait la poussière de toutes les routes de Provence
et grandissait, grandissait jusqu’à la moité de la feuille.
Et lui, il marchait d’un pied léger, sans se voûter
du tout  vers la baie pure comme un poition
ou il y avait une femme à robe retroussé

dans la main. Il faisait frais mais
quand il s’est retourné, derrière son dos
l’ombre couvrait un hemisphère : ‘y avait pas
de soleil de Sanary à Orange et se levaient
ces vingt quatre vents de la fin
de la mer grecque, celui rouge, et blanc,
celui de Marseille et celui plus interne, le dernier
à peine rêvé, qui fait aux navires couler .


ORYGINAŁ:
"Wziął w zestawie"
Gość, który kupił świat, wziął śmierć w zestawie.
Gdy schodził w stronę morza, cień szedł za nim
i wciąż wydłużał się, zbierając szałwię
i ciernie, żarł kurz z wszystkich dróg Prowansji,
i rósł, rósł, aż zajął połowę kartki.
A on szedł lekko, wcale się nie garbiąc,
w stronę zatoki czystej jak lekarstwo,
w której stała kobieta z podkasaną


sukienką w dłoni. Było lekko, chociaż
kiedy się odwrócił, to za plecami
pół ziemi zakrywał cień: brakło słońca
od Sonary do Orange i zrywały
się te dwadzieścia cztery wiatry z końca
greckiego morza, ten czerwony, biały,
z Marsylii, i ten wewnętrzny, ostatni,
ledwie przyśniony, który topi statki.

Remarque: Pomyliłam się, przepisując oryginał wiersza i zamiast "w zestawie" napisałam "w zastawie" wskutek czego tytuł i początek wiersza są źle przetłumaczone. Jednak zostawiam z tym błędem, ot tak, na pamiątkę, a może za czas jakiś zrobię przypis i dopiszę poprawne tłumaczenie :) Zrobiłam też literówkę i zamiast "Sonary" napisałam "Sandry" i przetłumaczyłam to "Sandre". Sonary to nazwa miasta we Francji, więc zmieniłam już teraz na poprawne, żeby nie było wątpliwości.

Tomasz Różycki - Les langues de l'orage

Les langues d’orage, le cinquième jour de mai
murmurent quelque chose au dessus de l’horizon
et ils frappent et ils cognent en proclamant
une vingtaine de thèses écrites par le courant
sur les crêtes tout livides dont une troupe
se déplace vers l’est, vu de sa fenêtre,
d’un milimètre chaque mois. Quand ils plieront
entièrement et il verra la Moravie, la vallée

peu profonde de Danaube, les fumées dans les Aples
et les vagues d’Adriatique dansantes
avec les dauphins et la poussière
rubiconde venue du ciel africain.
Et un volcan vide, et dans le lointain
un tout petit rhinocéros disparaissant
dans une grande perspective. Et plus loin
encore quelque chose – ni l’éclat des jumelles, ni de pluie.

ORYGINAŁ:
"Języki burzy"

Języki burzy, piątego dnia maja
coś tam mamroczą ponad horyzontem
i tłuką, i łomocą, obwieszczając
swoje dwadzieścia tez, spisanych prądem
na sinych grzbietach gór, których gromada
przesuwa się na wschód za jego oknem
co miesiąc o milimetr. Kiedyś czmychną
zupełnie i zobaczy Morawy, płytką


dolinę Dunaju, dymy nad Alpami
i roztańczone fale Adriatyku
i w nich delfiny, a nad ich grzbietami
czerwony pył ciągnący znad Afryki.
I jeszcze pusty wulkan, i w oddali
jak maluteńki nosorożec znika
w ogromnej perspektywie. Dalej jeszcze
coś - lecz nie lornetki ruch, nie blask deszczu.

Tomasz Różycki - Le printemps vient

Comme d’habitude, le printemps vient
en retard de trois jours, fini
les vitamines et tout oxygène. L’eau pue
et l’odeur de mort se répand dans l’air.
Le printemps vient et brille à midi
clairement par la porte entrouverte et picote
la poussière du sol. Pourtant dans le corps
les plaies se sont déjà ouvertes et il y a tant

de changements irréversibles. La peau gerce
et l’eau suinte . Et la grammaire
s’écroule, et la pensée se déforme
en rencontre avec la lumière froide. Le corps
caché sous les bandages, sous le papier, sent
comme le printemps touche ses points les plus
fragiles, l’un après l’autre,comme une amante douée
et le souffle fait aux rideaux avancer.

ORYGINAŁ:


"Wiosna przychodzi"
Wiosna przychodzi jak zwykle za późno
całe trzy dni: gdy się kończy zapas
witamin i cały tlen. Woda cuchnie
i o śmierci może świadczyć choć zapach.
Wiosna przychodzi i mocno w południe
świeci w uchylone drzwi i wyjada
z podłogi kurz. Tymczasem już się w ciele
zdążyły pootwierać rany i wiele


jest nieodwracalnych zmian. Pęka skóra
i sączy się woda. I gramatyka
rozpada się, i myśl się deformuje
w zetknięciu z chłodnym światłem. Ciało skryte
pod bandażami, pod papierem, czuje,
jak wiosna po kolei je dotyka
w najczulsze miejsca, wprawnie jak kochanka
i oddech szybciej porusza firankę.

La poesie - Ca se traduit!

Dzisiaj po południu wybrałam się do Torunia na wieczór autorski Tomasza Różyckiego. Po spotkaniu miało się odbyć rozstrzygnięcie konkursu tłumaczeniowego, w którym brałam udział. Miałam niejasne przeczucie, które za wszelką cenę starałam się tłumić, ale powracało niczym idee fixe: "Chyba wygrałam ten konkurs". Oprócz tego była jeszcze jedna myśl, jakby dodająca poprzedniej gorzki wyraz "... ponieważ zapewne nikt inny nie wziął w nim udziału". O ile pierwsze przeczucie się sprawdziło, drugie było zupełnie chybione. Wg relacji współorganizatorów, pokonałam z kretesem studentów 4 i 5 roku filologii romańskiej! Byłam niezwykle zaskoczona tym faktem, ale także bardzo dumna z siebie, czego nie ukrywam (:D). Kiedy podchodziłam po odbiór nagrody, Tomasz Różycki kiwał z uznaniem głową. Moje tłumaczenia jego wierszy zostały głośno odczytane. Pan Różycki czytał oryginały, a jeden ze studentów romanistyki moje przekłady. Jak się później okazało, znalazło się w nich parę błędów, ale studenci podobno także robili błędy i dano mi do zrozumienia, że to nic nie zmienia. Oprócz dwójki studentów, którzy animowali wieczorek poetycki, dobrze wykonanego przekładu pogratulowała mi również jakaś pani profesor, której tożsamości niestety nie potrafię zidentyfikować. Kiedy już większość osób się rozeszła, zapytałam poetę nieśmiało, czy nie zechciałby ocenić kilku moich wierszy. Zapisał mi swój e-mail na jakimś bilecie z Wiednia. Na koniec zrobiono mi, jemu, animatorom i wszystkim, którzy jeszcze byli w pobliżu pamiątkowe zdjęcie, które ma się znaleźć na stronie uniwersytetu UMK, gdy tylko zostanie ona "postawiona na nogi". Odchodząc, powiedziałam "do widzenia", a Tomasz Różycki ukłonił mi się i powiedział, jeśli jeszcze dobrze pamiętam, że miło mu było mnie poznać, a ja odrzekłam, że mi jego również. A może to tylko ja powiedziałam do niego, że było mi miło go poznać?

A może to wszystko mi się śniło?
Podczas spotkania czytał swoje wiersze, a ja nie mogłam się na nich skupić. Na szczęście będę mogła tę nieuwagę jakoś nadrobić, gdyż dostałam jego najnowszy tomik "Księga obrotów" z autografem, a oprócz tego pendrive, koszulkę i smycz z logo UMK + ładną pocztówkę jako zakładkę. No i oczywiście dyplom.

Spotkałam poetę, który z powodzeniem wydaje swoje wiersze.
Rozmawiałam z nim.
Dostałam jego adres e-mail.

To było wspaniałe popołudnie i muszę przyznać, że gdy wychodziłam z Collegium Maius, podskakiwałam i śpiewałam coś pod nosem.

PS. To co najbardziej zapamiętałam z zabawnego "wywiadu" z Różyckim podczas wieczorku, to jego własny komentarz o sobie "Jestem opóźniony towarzysko". Mówił, że zazdrości innym błyskotliwości, bo sam odpowiedziałby doskonale na zadawane mu wtedy pytania, ale... po 15 minutach. Albo gdyby już się wszyscy rozeszli. Wielokrotnie wracał do tego, że lubi wino, a kiedy go zapytali, co mu sprawia największą przyjemność, zamyślił się i odpowiedział po niedługiej chwili, że nie może tego raczej powiedzieć na forum i próbuje wymyślić coś cenzuralnego, ale nie daje rady. Zapytany, czym jest dla niego dom, odpowiedział, że to jakieś miejsce, na pewno bardziej miejsce niż ludzie, ale nie zdefiniowane dokładnie, może i nieistniejące. A kraj, w który chciałby mieszkać? Jakiś śródziemnomorski, ale może i w takim by długo nie wytrzymał, więc najlepiej, gdyby był to kraj ruchomy, albo wielki. Jak Związek Radziecki. (Wywołało to powszechne rozbawienie). Czym jest dla niego poezja? Nałogiem. A gdyby miał jutro umrzeć, zadzwoniłby do swoich krytyków i powiedział, że im przebacza, zrobiłby wielką imprezę, zaprosił wszystkich kumpli i byłoby wino. Ale tak na serio, zrobiłby coś patetycznego, zadzwonił do wszystkich znajomych i spisał testament.

A wymarzony widok z okna - oczywiście na winnicę!

François Turcot – X

Zgięte na cztery zdjęcie z albumu
przedstawia obnażony, popękany dom
bez dachu, zdumiewający w owdowiałej ciszy.
Uwolniona z pętających ją więzów
kamienna struktura wzniesiona niczym
bunkier, przed tym wynaturzonym schronem
gdzie wstęp powinien być wzbroniony,
trójka dzieciaków zrasta się dziwacznie
przed obiektywem aparatu.

Monochromatyczne uśmiechy
rodziny Robertsonów trwają wraz
z posępnymi ruinami : jakiś wspólny sen
błyszczy w ich oczach wiecznie
zaskoczonych.

TEKST ORYGINAŁU:


« X »
Repliée, une photo de l'album
montre la maison découverte éclatée
sans toiture, insolite dans le silence veuf.
Sortie de ses amarres
la structure de pierres dressée
comme un blockhaus, un repaire
semble une aire défendue, irréelle
où trois enfants s'agglutinent
devant l'objectif de la caméra.


Les sourires monochromes
de la famille Robertson accompagnent
la survivance des ruines: le rêve
qu'ils partagent brille dans leurs yeux
médusés.

François Turcot – Na stole, stale

W powtarzalnej sekwencji
dwadzieścia razy stół nadaje i poranek znów wstaje

nie nie wymyślam sobie
 lęków - wracam do nich

otula album ten kwaskowaty blask
nieodmienny przez czasy     płynie przez wszystkie

toczy się wokół mej dłoni                     na stole, stale

TEKST ORYGINAŁU:
« Sur la table, toujours »


D'une séquence répetée
vingt fois la table annonce et le matin recommence


non je ne me conte pas
des peurs j'y reviens


cette lumière acidulée enveloppe l'album
ne le conjugue pas s'échelonne


se déroule autour de ma main sur la table, toujours

François Turcot - Słowografia

By obudzić do życia zbielały dzień
wsunąłem weń amulet
kilka łupinek na skreślonym słowie

Od stołu do dłoni
Od nastroszonego ołówka do słowa*

krąży oko                      bezlistny obraz rekonstruuje
wielkimi literami na drewnianej sylwetce

* alternatywna wersja, mniej odbiegająca od oryginału w dosłownym sensie ale zarazem mniej poetycka (dlatego ostatecznie odrzucona):
„Od stołu w stronę dłoni
Od palca wskazującego w stronę słowa” [przypis tłumacza]


TEKST ORYGINAŁU:
« Graphie »


Pour remuer la journée blanche
j’y ai déposé une amulette
quelques pelures sur un nom biffé


de la table à la main
du doigt pointé à la graphie


l’oeil circule reconstruit l’image effueillée
en lettres capitales sur le corps de bois

俳句

Krzaczki w tytule nie znaczą nic innego jak "haiku". Dawno tutaj nie było żadnych orientalnych akcentów, ale teraz znów powróciła mi chęć na tworzenie tej specyficznej poezji. W dalszym ciągu trzymam się wyłącznie zasady 5-7-5.


(5.03.11)
"chyba się znamy"
to przeterminowane
marzenie sprzed lat

(3.03.11)
potrafię tylko
z lekkością szukać
kolejnych wrażeń

Rzeka [3.03.11]

W rwącej rzece czasu
by nie zachłysnąć się sekundami
Chwyć się gałęzi i nie zanurzaj głowy
Weź głęboki wdech i płyń do brzegu

Gdy staniesz na drżących nogach
Przypomnij sobie po co wskoczyłeś do wody

A potem zapomnij.
Odejdź poszukać strumienia
Nim znów popłyniesz kolejną rzeką

Literaci wszelacy