Duchy przodków [wiosna 2008]
w najgłębszych zakamarkach
duszy, gdy patrzą przez burzowe
chmury, smutno im być niepotrzebnymi.
wracają z góry.
Czy on lubił śpiew słowika?
Nie powiem. To boli.
Rana jeszcze świeża.
Nie tak dawno klękając do pacierza
Ktoś cicho ten świat pożegnał
Powiedz!
Nie powiem. Nie wolno.
To poważny człowiek
Nie słuchał świergolenia ptaków
Smutek oknem wszedł do domu
A on znów
Bujając się na fotelu
Słuchał widmowych trelów
/modyfiknięte dzisiaj ^^' ale tylko ostatnie słowo i jakieś interpunkcyjne
Teraz [noc z 30 na 31 sierpnia 2008]
zgarbiona sylwetka
kolorowe ubrania
czarne myśli
3 marzenia w kieszeni
słowa piosenki
cisnące się na usta
nieszczęśliwa
bez? powodu
nigdy już.
uśmiechnij się
wyprostuj
lepiej ubrać się na czarno
i mieć kolorowe myśli
marzenia wypuścić na wolność
i głośno zaśpiewać
tak poprostu
właśnie teraz
Otal ńeisej [31.08.08. 80:50]
Pobłyskują zza źdźbeł trawy
Ostatni ciepły promień lata
Próbuje wygrać z zimnem mgły
Chłodem wieje od trzcin
Trampki przemokły już całkiem
Trzydziesty pierwszy sierpnia
Igra zima z latem, przynosząc jesień
Kasztany jeszcze mleczne
Świat jeszcze zielony
Chwila trwa dopóki
Tak poprostu się nie skończy
Pajęcze nici będą trwać
Jeszcze kilka długich sekund
Drgać w ostatnim powiewie
Ciepło-zimnego wiatru
Jest ich tak wiele wiele
Błyszczą, migocą, świecą
Mistyczne sanktuarium
Na miejscu wyciętego lasu
Samotność o poranku
Zapach drzew, trawy
I grzybów. Jesień?
Nie, jeszcze przez moment
Lato ato lato to
to a to to Lato
ato ato
ato
to
o
.
Jak liść na wietrze [31.08.2008 04:17]
Jak liść na wietrze
Tysiąc sto trzydziesta szósta fascynacja
Przyciąga intensywnością
Więc tym razem
będę taka
właściwie byłam zawsze
chciałam być
teraz jestem
sobą czy
przekalkowałam od ciebie zbyt wiele
tak
chcę zatrzymać się
i pomyśleć
jaka właściwie jestem byłam chcę być
wrażliwa gruboskórna
leniwa spontaniczna
smutna entuzjastyczna
mrocznokolorowa
obojętnowybuchowa
inna niż wszyscy
taka sama
ty też przecież nosisz dżinsy
i koszulkę z croppa
i co no i co no i co i co no i
nie różnię się niczym
od kartki papieru
ulotki ze sklepu
niesionej przez wiatr
po chodniku
przez całe miasto
Szalone hormony czyli brak mi wolności [marzec 2006]
Aaach, pamiętne czasy gdy czułam się jak piesek na smyczy... ^^. Nie było mi wtedy wesoło... No ale teraz jest już zupełnie inaczej. I chwała czasowi za to, że idzie własnym biegiem ; )
Bardzo brak mi dziś wolności
Lecz nie zdołam ściągnąć
Łańcuchów z obolałych kości
Gdy tylko lekko chcę je pociągnąć
To mnie anioł karci:
„Nie zdejmuj łańcuchów
I zostaw kajdany!
One są miłością Twej kochanej mamy”
Lecz diabeł mi radzi:
„Ściągnij to żelastwo,
To tylko kupa złomu.
Po co tracić czas,
Przez matkę siedzieć w domu!”
Częściej słucham diabła,
Mądrze czort ten mówi!
W szkole chleba nie zjadłam:
„Coś lepszego – prażynki się kupi”
A Monika szła raz
na Nową, do domu
pójdę więc z Moniką
po cichutku, po kryjomu
Mama się o dziwo wcale
Nie złościła,
Trzy razy w Szubinie
Być mi pozwoliła.
Anioł więc tryumfuje:
Widzisz dziecko drogie!
Po co wytwarzać problemy
Liczne i mnogie?
Obgryzłam paznokcie [25 kwietnia 2007]
Bo nikt mnie nie lubił
nie kochał
nie było tak jak być miało
nie spełniły się marzenia
Brzydkie paznokcie.
Ale kto by na nie patrzył?
Wycisnęłam pryszcz.
I jeszcze jeden.
Co z tego?
Może będę brzydka
Ale kogo to obchodzi
Gdyby ktoś powiedział
Ładna jesteś
Lubię cię
Kocham
Podobasz mi się
To bym przestała.
Tak było. A dziś obcięłam
paznokcie cążkami.
Ucięłam sobie drogę
do zostania laską,
którą NIE CHCĘ być
w głębi duszy
nie chcę przesadzać!
chyba są kochający mnie taką
jaką jestem.
Odłożę szminkę, cienie, lakier
na świętego nigdy.
To nie to decyduje o mojej odwadze,
pięknie.
Tylko pewność i wiara w siebie
mogą zdziałać cuda.
Spróbuję!
Może się uda.
^ oryginalny przypis z poprzedniego bloga zachowany, data w tytule jest datą opublikowania postu na tamtym blogu.
Co mi ślina na język przyniosła, czyli głupi wiersz [marzec 2006]
Moniko, Moniko!
Coś piękna i młoda
Czy już Ci się z mózgu
Nie zrobiła woda?
Ileż to chłopaków
Leci za tobą!
To nie sprzyja mózgowi,
Tylko głupim wodom.
Co ty robisz z Anką,
Że czasu nie masz na nic?
Czy na tą zabawę
Warto czas tracić?
Moniko, Moniko!
Powiedz mi nareszcie!
Czy jeśli mi powiesz,
To siądziesz w areszcie?
Dlaczego ja stoję z boku jak kwoka?!
Chyba w końcu pojadę do Maroka!
Zwariuję, zbzikuję i umrę nareszcie
I wtedy dopiero znajdziesz się w areszcie*!
* jak wiadomo nie mówię poważnie!
Lalka [2005]
kiedyś ją dostałam
od mamy
jak byłam mała
śliczną niebieskooką laleczkę
o złotych loczkach
w sukience w kwiatki
siedziała
wśród innych
lalek
wzgardzona
porzucona
zapomniana
i musiało minąć tyle lat
bym zrozumiała
ile straciłam
nigdy nie bawiąc się lalką
***
ilekroć na nią patrzę
czuję ukłucie żalu
w sercu i w duchu
i choć moje dzieciństwo
już się
kończy
ona wciąż
jest taka sama
i czeka
***
musiała tyle lat
znosić inne
lalki
w pięknych sukienkach
i w żalu
przykrytym
jej niewinnością
nie traciła nadziei
że ją zauważę
że ją odnajdę
i że zrozumiem
ile wspaniałych chwil
straciłam
nigdy nie bawiąc się lalkami
Pozerka [25.04.07]
Nie jest sobą!
Żle się czuje, gdy kituje
i robi za "zioma"
Swe prawdziwe oblicze ukrywa
by nie spalić buraka...
Założyła kolczyki (dziwnie to wygląda)
i pomalowana (a przecież nie lubi)
z modnymi ubraniami (co z tego, do licha!)
włosami upiętymi klamrą (zbyt KOBIECO jakoś)
poszła do szkoły.
Udawała chichoczącą laskę
zajefajną fokę
superwygadaną babkę
aż jej źle było
jak myślała co robi
a nocą w swoim pokoju
myślała
jak być sobą
by być taka
żeby ją pokochał
Chcę wyrzucić miłość [26 kwietnia 2007]
Zadusić
Stłamsić
Zmiąć
I wyrzucić
Wyrzucić miłość
Ze swojego serca.
Kopać, kopać,
Gryźć i ciąć
Wyjąć i cisnąć
Jak najdalej stąd!
Nigdy więcej nie czuć
Przyspieszonego bicia
Po którym następuje
Zimny deszcz
Nigdy więcej nie czuć
Radosnego uniesienia
Nie być w skowronkach
By za chwilę
Jak ostatni głupek
Poczuć się
Wyrzucić!
Ukrucić!
Oddać
Tanio sprzedać!
Byle co, byle się pozbyć
Od tego tylko bieda.
I rośnie uczucie rozpaczy.
Dlaczego? Dlaczego to nigdy nie ja?
...czyżby kolejne pouczenie? [wiosna 2008]
Trudno jest napisać cokolwiek na wezwanie
Tak aby miało sensowne przesłanie
Aczkolwiek podejmę dzisiaj ten trud,
Choć wiersz na pewno nie będzie cud-miód.
Najpierw papieros, potem rak i choroby serca.
Lecz to nie dociera do pewnego starca
Nie widzi już wcale napisu tego
Będzie więc palił do końca samego.
Alkohol – wiadomo – rzecz niebezpieczna
Z przyzwyczajenia staje się konieczna
Chociaż pozornie piwo jest niesmaczne
Nie można przestać, kiedy się już zacznie.
Marihuana - taka trawka inna?
To nie jest wcale roślinka niewinna
Raz ją zapalisz - „jazdy fajne były”
Masz więc ochotę, by się nie kończyły.
Uzależnienie niszczy człowieka
Życie powoli z niego ucieka
Tu nie chodzi wyłącznie o narkotyki
Lecz o Internet, komórkę i złe nawyki.
Uzależnić się można nawet od kakao
I kawy, i herbaty i od gry w makao
Ze zdrowiem trzeba się rozsądnie obchodzić
Drugi raz nikt nie ma szansy się urodzić.
Chociaż to może wydać się nudne
Po raz któryś te same regułki żmudne!
Nie pal i nie pij – a pójdziesz do nieba
Pracuj powoli, a będziesz miał chleba.
Nie to jednak chcę ci teraz przekazać
Ponadto nie chcę ci nic nakazać
Zastanów się tylko nad tym przesłaniem:
Nasze życie jest raz nam dane.
Miś [wiosna 2008]
W ramionach moich teraz
Miś bez jednego uszka
Pod stołem słychać moje
strwożone bicie serduszka
Wkracza do domu człowiek
Chwiejnym krokiem się zbliża
Niech ktoś pomoże. Ktokolwiek!
Pijany znów mamie ubliża.
Siada przy stole ciężko
Z hukiem opada na krzesło
Kopie coś nogą pod stołem
Przecież to ja, jego dziecko!
Pomocy! Mamusiu kochana!
Och, płaczesz, pokonana
Przytul mnie, bezgłośnie proszę
Ledwo strach i ból znoszę
Tak bardzo taty się boję
chlipię więc cicho i kwilę
Och nie, on to już usłyszał
Pobije mnie za chwilę
Ze stołu serwetę zdziera
Wazon rozbija rozlewa wodę
Córeczce misia zabiera
Tulipan spada na podłogę
Matka w niemym okrzyku
Zastyga oparta o ścianę
Ginie w szaleńca ryku
Obraz córki roześmianej
W kącie leży samotny
Miś bez jednego uszka
Ucichło na zawsze biedne
strwożone bicie serduszka
A mogło być inaczej
Dziewczynka mogła żyć
A żona mogła marzyć
A on mógł przestać pić
Skończyło się tragicznie
Gdy wytrzeźwiał - zrozumiał
Płakał nawet za późno
Dlaczego wcześniej nie umiał?
Z innego świata [23 sierpnia 2008 14:17 Dania, Fanø]
na które odpowiedzi
nie istnieją
udzielasz mi
gdy śpię
między wymiarami
nie istnieje czas
nie obowiązują reguły
dlatego tam
właśnie tam
pokazujesz słuszną drogę
gdy cię bardzo potrzebuję
pojawiasz się
wierzę ci
ufam
Minęło 8 miesięcy... [04.02.07]
Już osiem miesięcy Cię nie ma
Nikt nie woła “Julisiu”
Nie zaplata warkoczy
Nie myje włosów
Nie każe wyłączyć gadu-gadu
Nie woła na śniadanie
Nie ogląda za mną filmów
Nie całuje
Nie przytula
Zostały buty i fotel
I został jeden włos
A całe ciepło uciekło do góry
I Twoja postać staciła głos
I moc w mym sercu słabnie
Jest mi ciężko bez Ciebie
Nikt mnie ścierką nie zdzieli
Nie nakrzyczy
Nie pomoże
Nie doradzi co robić
Gdy życie wykańcza
Gdy łzy w oczach
Gdy się dławi samym sobą
Kiedy rodzice się kłócą
Chciałyśmy jechać do Częstochowy
Byłam pewna, że Matka Boska coś poradzi
Że Ona umie
Że uzdrowi
Albo, że pójdziesz chociaż na majowe
Ty też wierzyłaś
Do końca
Który nadszedł…
DLACZEGO?!
Czy nie lepiej się nie narodzić niż umierać?
Tak Cię kochałam…
Co ja teraz zrobię?
Nikt nie przysyła mi takich listów, jakie ty przysyłałaś
Nikt nie jest taki jak Ty
I nie będzie
Nikt Cię nie zastąpi
I co z tego, że ten wiersz nie jest wierszem
i nie nadaje się do publikacji…
Co z tego?
Ja nawet nie chcę współczucia ludzi
Nie po to to piszę
Chcę, żebyś wróciła
Bóg ponoć może wskrzesić…
Dla *** [III gimnazjum]
razem do szkoły
Prowadziliśmy do nocy
na GG rozmowy
SMSy puszczaliśmy
(poszło trochę kasy)
"Skąd ja to znam"
słyszałam tyle razy
"Ja też tak mam",
pisałam i myślałam
jak wspaniale,
że taki przyjaciel
się znalazł!
Poszukiwania [2007 lub 2008...]
Stąpam cicho, ale pewnie
Podnoszę głowę, prostuję się
i znów zgarbiam.
Znalazłam!
Szary kamyk!
Rzucam nim daleko
Upada z lekkim stuknięciem
Idę, podskakując.
Biegnę. Znowu szukam
Znalazłam rozjechaną żabę.
Biegnę dalej.
Upadam.
Zyskałam ból,
Straciłam moc.
Już nie szukam.
Może to znajdzie mnie samo?
Spadnie wraz z deszczem po cichu
Rozświetli życie jak promyk słońca
Prawdziwa miłość.
Ale potem...
Czy wytrwa do końca?
Pusty świat [I gim]
Usta-usta - nie sztuczne oddychanie - chyba, że o to parom chodzi
Strach, spustoszenie sieją ludzie, choroby
Tylko ja patrzę na to z boku
Yo! Słuchajmy rapowania! Muzy i ziomali... Bądźmy jak inni
Świecie*, śmietnik w biały dzień
Wołają chłopcy do dziewczyn chodź! daj!! więcej!!!
I co to za chodzenie?
A one się cieszą
Tylko ja patrzę na to z boku, nie chcę być jak inni
* w Świeciu (w województwie kujawsko-pomorskim) jest szpital psychiatryczny
Marzenie [22 marca 2006]
podłoga
sufit
meble
rzeczy bezwartościowe
książki bezcenne
ciężkie powietrze
skazana na to
jestem
żyję
nie poddaję się
dla ciebie
kim jesteś?
jest także okno
widzą tam kilka domów
mur-beton
błoto i śnieg
wrzaski i brud
a ja dostrzegam
lasy
łąki
pola
niebo
gwiazdy
chmury
słońce
księżyc
cud
wszystko pędzi
psuje się
w niemym oczekiwaniu
stoi tylko natura
dla nas
niebo opadnie na ziemię
łąka zakwitnie
koniczyną
słońce rozbłyśnie
okrzyk radości
rozpędzi chmury
a nasze zdziwienie
ustąpi miejsca nocy
gdzie?
daleko jest świat
widzę go
widzę twój cień
zarys duszy
wiem gdzie jesteś ale nie znam cię
kiedyś się spotkamy
kiedy?
milknie muzyka
ciężkie powietrze przygniata
podłoga
cztery ściany
sufit
meble
bezwartościowe rzeczy
bezcenne książki
w krainie marzeń
przeklętej niegdyś
czas ją odczarował
zaniesie mnie tam
widzę twój cień
w parku
twój cień i ja
idziemy za rękę
a gdzie ty?
czy
to tylko
marzenia
sny?
"Uczeń klasy IIb" i "Smutna teczka" [październik 2000]
^ przypis z poprzedniego bloga zachowany ;) To była II klasa podstawówki! Weź to pod uwagę! Miałam wtedy 7 lat! ;D
Uczeń klasy IIb
Uczeń klasy IIb
dziś nie poszedł do szkoły…
Więc słońce się smuci,
A plecak smutnieje.
Smutna teczka
Dziś teczka smutnieje,
A zeszyt popłakuje.
Już Juliśka kaszle i łyka lekarstwa
I buźka jej smutnieje,
Bo chce iść do szkoły.
Strasznie smutne:
Julia, zeszyt, teczka!
Mądry i głupi
^ oryginalny przypis zachowany :D
Gdy ktoś jest głupi,
Mądremu oczy wyłupi.
Żeby tylko udowodnić,
Że mądry to dziwny osobnik.
Odmienny, inny, kujon,
przezwiska mądrego w oczy kłują.
Ale czas leci i leci...
Za pięć lat patrzymy,
a głupi zbiera śmieci
spod nóg mądrzejszego.
I co ty na to kolego?
Ziom [31.10.05]
powiedzial kom
wszyscy poszli
został on
nasz ziom
yo!
(bezkitu, ale nic nie mówcie)
^ oryginalny przypis z poprzedniego bloga zachowany ^^
Ktoś kto doceni [2006, I gim, świetlica]
fajna, "ale super"
może być do niczego,
albo taka sobie
lub piękna i wzruszająca
kto tego nie rozumie
nie pozna mnie
W wierszach jest ukryta prawda
W wierszach są odłamki duszy
Zaklęte do czasu, póki papier
nie ulegnie zniszczeniu
Ale nie ma wielu ludzi
Którzy to docenią
Tak jak pragnę...
I myślę, kiedy nastąpi to...
Ta chwila, gdy znajdę kogoś
Kto mnie uspokoi
I zapłacze nad wierszem
Niczym śpiew słowika o poranku
[PS. Sądzę, że ostatni wers trochę mi się nie udał, ale teraz nie wolno mi tego zmieniać, zbyt wiele czasu minęło ;] ]
Gruby mur [2006,I gim, w świetlicy]
Który nie przepuści nikogo
Kiedyś byłam otwarta
A teraz się zamykam
Ukrywam
Nie zgłębi, nie pozna mnie nikt
Bo nie umie
Nie warto
Szkoda mojej duszy
Którą wystrzępiają
Ludzie bezrozumni
Niestety
Kiedyś myślałam, że takich nie ma
Lecz całe ich legiony
Wstąpię w ich szeregi
By udawać, że mnie nie ma
Otoczona grubym murem
Już koniec
Żegnajcie
Nie otworzy mnie nikt
O słabej duszy
Prostej duszy
Muszę czekać
Do któregoś pięknego dnia
Na kogoś takiego jak ja.
Życie [I gim]
W życiu widzisz
kwiaty
drzewa
niebo
ziemię
woda i powietrze
obmywają twoje ciało
zdaje się że mieszka tu
radość
Uśmiech jest
kluczem
by wejść do ludzkich
serc
wszystko takie proste
piękne
Lecz tam gdzie rośnie
kwiat
krowa się pojawia
nic nie zostaje
łodyżka uschnięta jedynie
ma miejsce spoczynku
wśród traw
Drzewa tracą liście
w czarne kropki usłane
próchnieją
tracą duszę
Słońce grzeje
gdy nagle widzisz
że świat jest okrutny
powietrze pełne spalin
dusisz się
Masz ochotę się utopić
by położyć kres
swojemu cierpieniu
woda jest zielona
to glony
Wolisz się zakopać
(nie ma sensu topić się
w zielonej otchłani)
wszędzie pełno śmieci
ziemia struta
nie ma już piękna
ktoś pluje
znieważając ziemię
od której tyle rzeczy
bierze początek
I teraz już wiesz
że z prochu powstałeś
więc w proch się
obrócisz
i patrzysz na
niebo
skażone kłębami
czarnego dymu
*************************************
Śmierć przez samobójstwo
to najgorszy wybór, jaki możesz podjąć.
Świat to zło i dobro.
Nie możesz odbierać sobie życia!
Przez to możesz się pozbawić wielu rzeczy
materialnych i niematerialnych. Życie to dar.
Pamiętaj o tym.
Przecież nikt nie jest głupi na tyle,
żeby wyrzucać prezent.
Piękny prezent od Boga.
Nie dostaniesz drugiego życia.
To jest twoje jedyne. Popełniając samobójstwo
stracisz się na wieki, skazując swoją duszę na
wieczne cierpienia.
*************************************
Julka
Zagadka [jesień 2005]
przed którym drzewa pokłony biją
Jest takie istnienie,
przed którym głowy zwierzęta chylą
Zaraz po Bogu
istnienie najważniejsze
to jedno najsilniejsze, to drugie najpiękniejsze
Ono, choć dwoje, to jedno
Taki już jego urok i piękno
Znają je wszyscy, a nikt go nie zna
Nawet Bóg nie potrafi go okiełznać.
Jest bowiem istotą samowolną, swawolną
Nie zawsze mądrą, nie zawsze swobodną.
Jedno istnienie takie na dwie połowy się dzieli,
takiego istnienia życie rozpoczyna się w bieli.
Zagadka to trudna, któż więc jej sprosta?
Zdziwisz się pewnie, odpowiedź jest prosta.
Istnienie owo zwie się małżeństwo.
Drzewa mówią [jesień 2005]
lekkiego
mokrego
Liście im szeleszczą;
wołają:
chodź!
zostań!
posłuchaj!
Nie odchodź...
Życie trwa krótko.
Poznaj je nim będzie za późno
i stracisz
radość życia...
Siła przyjaźni [marzec 2006]
To znaczy, że jej nie było
A przecież chyba nam się
To wszystko nie przyśniło?
To zrozumienie i miłość
Ta radość i to uczucie
Te piękne, radosne chwile
I ciepła miła poczucie
Ta pewność, że nic się nie stanie
Że z dyrektorką nie będzie rozmowy
Ta pewność, że nikt cię nie skrzywdzi,
Że ja Cię przed nim obronię
Że ja Cię chętnie wysłucham
Że zawsze Tobie pomogę
Ta pewność, że ktoś mi pomoże
Że nie jestem sama na świecie
Ten ból i ta rozpacz
Gdy kłótnia choć mała się wznieci
I chociaż tyle słów padło,
Które paść nie powinny
I choć tyle się zdarzyło,
Co się nie powinno zdarzyć
Swojej wartości nie straciło
Słowo "przyjaźń",
Które cenne będzie, jest i było.
Tam [Kwiecień (lub koniec marca) 2006]
Nad nimi szumiał wiatr
Papież przechadzał się szlakiem
Czując woń ojczystych Tatr
Wrogowie ściskali się mocno
Przyjaciel podał mi dłoń
Biegliśmy w las gwiazd nocą
Była z nami Maryja i On
Mężowie szukając swe żony
Zrywali im kwiatki na niebie
Do bukietu dokładając przezornie
Szczęście i miłość na chlebie
Cuda się działy w kościele
Niósł się radosny śmiech dzieci
Było ich bardzo wiele
Nie rozrzucały też śmieci
Śmierć była tutaj aniołem
Który wciąż zbierał zaszczyty
Od tych których z mozołem
Przepychała na świat zaszczytny
A zanim ten świat zobaczyłam
Byłam w ciemności tunelu
I krzycząc w agonii słyszałam
Że jestem jedną wśród wielu
Ten strach i to zimno
Które ciągnęło mnie w przepaść
Zwyciężył Baranek tak biały
Że tylko pod nogi mu upaść
I tłum z barankiem na czele
Wkroczył do jego włości
A parę ciemnych sylwetek
Stoczyło się w otchłań ciemości
Gdy byłam blisko Baranka
Poczułam jego krew
Pięć ran prawdziwych jak nigdy
Spadło na ciepły mech
Przypomniał mi się świat mój
Rodzina i przyjaciele
Było ich w tamtym miejscu
Bardzo, bardzo wiele
Gdzie ona się podziała
Ta, co popsułam jej plany
Co się pogodzić nie chciała
Ludziom zadając rany
Ta co nie przebaczyła
Ta co uciekła od Boga
Co pod Kościół chodziła
Jej noga tam nie postała
Nigdy nie rozumiałam
O co jej w końcu chodziło
Ponoć me małe potknięcie
Straszliwie ją zraniło
Jej kłody i drzewa na drodze
Nie zraziły mnie wcale
Przebaczyć się nigdy nie bałam
Ale...
Ona nie przebaczyła mi
Szuka zemsty - wiem to
Bo ktoś z nią rozmawiał
Nie wiedziała kto
Papież przebaczył Agcy
Jezus przebaczył Piotrowi
Zamach na życie i zdradę
A mi nie przebaczono
Wścibskości
Tylko tego, że zobaczyłam
To, czego one nie chciały pokazać
Nikomu znajomemu
Ale tylko obcemu...
Znalazłam to sama
Teraz potępiona za coś
czego żałuję jak ona mogła?
Jej losy roztrzygną się wtedy
W ciemnym tunelu strasznym
Czy spotka Baranka czy widły
To zależy już od niej
Konie pędziły galopem
Nad nimi szumiał wiatr
Papież przechadzał się szlakiem
Czując woń ojczystych Tatr
Wrogowie ściskali się mocno
Przyjaciel podał mi dłoń
Biegliśmy w las gwiazd nocą
Była z nami Maryja i On
Do Asuna [4.05.06]
Zdanie które następuje po ostatnich ** nie tyczy się oczywiście jazdy Asuna ze mną na grzbiecie. Ja tylko mogłam wtedy marzyć, że też kiedyś pojadę konno na brzegu morza. I dalej marzę :)
Asunie
Mój biały
Siwy koniku
Pamiętasz jak Cię głaskałam?
Pamiętasz jak Cię czesałam?
I tą marchewkę, którą Ci dałam?
**
Ten jeden kłus
W twoim rytmie
Rankiem ospały
Na lonży biegałeś
Dla mnie
Dziękuję...
**
I pożegnanie
Wpierw jedno
I drugie
Nie mogę przestać patrzeć w twoje oczy
**
Wtulając twarz
W twoją głowę
Wiedziałam, że zatęsknię
**
Nad morzem
W Bałtyku
Tak pięknie tam
Wjechałeś
Biały Mój Koniku
Ostatnie pożegnanie
Asunie kochany
Kilometry nas dzielą
A ja wciąż tęsknię
Ciemno już na dworze
Czy jeszcze kiedyś się spotkamy
Koniku mój biały?
Do samej siebie, ku pokrzepieniu serca [17.11.05 (wieczór po targach POLEKO w Poznaniu, drobna korekta 11.05.06)
że radość przysłania
Wszystkie twoje smutki.
Liczą się wtedy radości,
nie zmartwienia i ich skutki.
Z uśmiechem na ustach
przez życie idziesz,
bo w ukrytym gdzieś kufrze
swoje smutki niesiesz.
Jest jednak czasami
zupełnie na opak:
życie się staje udręką,
a chłopak, którego lubisz
nie zwraca na ciebie uwagi.
Wtedy pomyśl sobie,
że to nie koniec świata,
jutro nowy dzień,
nowa chwila.
Jesteś młoda i silna,
zamknij w kufrze smutki
ciesz się każdą chwilą
i rozwiej ciemne chmurki.
Ja [27.04.06 (11.05.06- dopisanie 3 od końca wersu) ]
Spragniona pustki i spokoju
W głębi serca miłości i przyjaciół wielu
Prawdziwych! I prawdziwej rodziny.
Wśród bólu i cierpienia i ciosów
Zapominając ile jestem warta
Ze spuszczoną głową przemierzając świat
Płaczę
I czekam na przyszłość
![]() |
| Zobacz wszystkie dyplomy |
Chciałabym [I gim]
Chciałabym powiedzieć: Kocham Cię!
Ale cię nie ma.
Chciałabym przytulić się!
Ale cię nie ma.
Romantyczną przygodę przeżyć chcę!
Ale nie mogę.
Gdzie Ty jesteś? Tego nie wiem!
Może Cię nie ma?
Czy to możliwe byś był tam gdzieś?
Taki wymarzony? Taki wyśniony? Na życzenie
Czy ty też czekasz na snów objawienie
we mnie?
Nie rozumiem czemu pstryknąć palcami nie wystarczy
byś się zjawił.
Trzeba wylać tyle łez, tyle smutku trzeba,
a możesz nigdy się nie pojawić.
Czas frustracji [I gim]
Kujon! Dobrze uczysz się
Głupia! Bo przezywasz mnie
Staroświecka! Nie przeklinasz jak my
Skarżypyta! Pani nadajesz cały dzień
Fajna! Nawet nieźle rymujesz
Znowu głupia! "Zaczynasz się" w nas
Nawet niezła! Przyda się by pościągać!
Pomocna! W lekcjach może nam pomóc
Powolna! Wleczesz się wszędzie jak ślimak.
Dziwna! Czemuś taka inna?
Bo to ja!
Bo to właśnie JA!
Czym jest miłość? [I gim]
Każdy wie
lecz nikt nie ma pojęcia
po co kochać
i jak żyć
jakie mieć zajęcia
czy całować się
czy nie
jak poderwać dziewczynę
i co myśleć o chłopakach
czy wierzyć w damsko-męską przyjaźń
czy by z kimś chodzić trzeba kochać
jak z kimś zerwać
by nie zranić
jego serca
Czym jest miłość
nie wie nikt
czy zakazany owoc dobry jest?
Nikt nie ma pojęcia.
Propagandowa rymowanka [ I gim]
Powstało to z czystej złośliwości ;D
Nie wolno papierosków palić
Bo mogą cię dziecko ze szkoły wywalić
Nie można jeść ecstasów zamiast mięsa
Bo po ecstasach nieźle wytrzęsa
Trzeba grzecznie jeść owoce
Bo dają nadprzyrodzone moce
Nie wolno o amfie nawet mówić
Bo ktoś przypadkiem może się wkurzyć
Maryśka nie jest dla małych dzieci
Pomóż mamusi i wynieś śmieci
Zjedz grzecznie śniadanko, obiad, kolację
Piwko jest bebe, tatuś ma rację
I od nałogów trzymaj się z dala
Inaczej na życie jest szansa mała!
Fraszka o jaraniu [ I kl gim ]
Jaraj i ty
Bo kiedy jarasz
Spełniają się sny
Dymek poleci
Krztuszą się dzieci
Cieszą poeci
I palacze - my!
Jak ktoś zobaczy -
Co to jest fajka?
My tam nie wiemy
Co to za bajka
My nie palimy -
wcale, od kiedy
Nie oskarżajcie nas,
Kurde, o rety
Musimy teraz
Zakończyć ten wiersz
Trzeba zapalić
Dobrze o tym wiesz!
Zagubiona Wena [koniec II klasy gim, 2007]
I zaszło słońce.
Moje słowa zmieniły się
w popiół
w sieczkę
Chcę uciec - nie wiem gdzie.
Do niej. Do poezji.
A podmiot liryczny się zgubił.
Nie czuję już co piszę.
Chemia czeka.
Kwasy rozpuszczą świadomość
A ja wyślę przez okno list
Do Babci
Do Nieba...
Codzienność [2007]
Codziennie cię widzę
Na szkolnym korytarzu
Ale ty nie spoglądasz
na mnie ani razu
Widzę w Tobie przyjaciela
Nie wiem, jak Ty.
Więc to nic nie zmienia.
(krótki i zgrabny :P intro i ending to tego były zbędne ^^)
Mur [prawdopodobnie 2007]
Stoisz bardzo blisko
mnie
Już chciałam dotknąć
ramię twe
Ale mam zesztywniałą
dłoń
Między mną a tobą
toń
Stoisz na drugim brzegu
Nie zauważając mnie
A masz w oczach wypisane
Ze przeznaczenie czyni marzenia
rzeczywistymi
Widzę ten napis znów
Na twojej niebieskiej koszulce.
I załamuję ręce
Dokładam kolejną cegłę
Mur mojego strachu
Jest znów wyższy
Na progu, cz 7 [04.06.06]
Na progu, cz 6 [04.06.06]
Słońce zachodzi
Skończył się dzień.
Najdziwniejszy w moim życiu dzień.
Mama zapaliła światło
Zaglądała do twej szafy
Półprzytomna mamrotałam
Było za wcześnie na światło
I szmery
Mikołaj coś mówił, ja nie słyszałam.
Mama poszła. Światło zgasło. Zasnęłam.
Nie, nie mogłam spać, mama powróciła,
Powiedziała: "Nie słyszałaś? Mikołaj mówił Ci...
"Nie" - odpowiadam - "Nie, byłam w półśnie."
"Babcia..." - Wiedziałam. "Że babcia...?"
"Tak." "Mówiła mi, które ubranie wybrała."
Byłam na dole, chwilę zapłakałam
I Babci rękę ucałowałam.
Poszłam się wykąpać i umyć włosy.
Potem się ubrałam.
A Babcia? Babcia leżała.
Koło szóstej nad ranem została przebrana.
Różaniec do ręki dostała.
I krzyż.
To do mnie nie dociera.
Wczoraj: "Babcia umiera"
Dzisiaj: "Babcia nie żyje"
Nie wiem naprawdę, co właściwie czuję.
Słońce zachodzi.
Skończył się dzień.
Najdziwniejszy w moim życiu dzień.
Na progu, cz 5 [04.06.06]
Dałaś mi tyle rzeczy
Tyle dla mnie zrobiłaś
Osiem lat w cierpieniu żyłaś
Pokładając w miłości nadzieję.
Jeszcze są twoje powidła.
Jeszcze jest twój kompocik
Leksykon, sowa, słoń, różaniec
Dziadek do orzechów i Matka Boska
Pozostały listy i wpis do pamiętnika
Chcę wierzyć, że jesteś żywa!
Ale nie.
Pomiędzy Niebem a Ziemią
Czy jesteś tu gdzieś blisko?
To wszystko, w co mogę wierzyć!
To wszystko!

Na progu, cz 4 [04.06.06]
Nie sposób wyrazić naszej żałości
Brak Twego oddechu, brak Twojej czułości
Wszyscy tęsknimy za Twym optymizmem
I humorem
Siedemnaście osób się modliło
W imię Boga, dla Ciebie, świeczkę zapaliło
Mówią, że jesteś tu
A mama płacze: "Zabrali mi matkę!"
"Nigdy mnie nie zawiodła..." "Za wcześnie ją zabrali!"
Straszna żałość wypełnia moje serce
Choć nie rozmawiałyśmy
Czułam Twą obecność
Trzymałam za rękę
Słuchałam oddechu
Przeddzień to było...
Obudziłam sie w Zesłanie Ducha Świętego
Zapalono światło
Mama szukała dla Ciebie ubrania
Nieprzytomna jeszcze... nie wiedziałam.
Teraz jakbyś tu była,
Czuję ciepło na plecach, jakbyś mnie tuliła.
Każda rzecz mi o Tobie przypomina.
Mój zegarek stanął.
Twój zegarek chodzi.
O co chodzi?
Zostawiłaś po sobie tyle różnych wspomnień,
A Twego życia siedemset wierszy nie ujmie.
Literaci wszelacy
-
Brakuje Ciebie - Brakuje Ciebie kiedy leżę sama w łóżku Księżyc stara się ukołysać mnie do snu Skóra krzyczy skóra pragnie skóra tęskni - - pewnie że tak6 lat temu
-
Żegnam - Dzisiaj jest drugiego marca… i właśnie z tym dniem Cukiernia kończy swoją działalność. Łudziłem się, że ktoś będzie pisać oceny, że ktoś będzie mieć czas. ...13 lat temu
Byli i poszli. Czy wrócą?
-
-
Słowa ze świata melodii15 lat temu
-



