Już osiem miesięcy Cię nie ma
Nikt nie woła “Julisiu”
Nie zaplata warkoczy
Nie myje włosów
Nie każe wyłączyć gadu-gadu
Nie woła na śniadanie
Nie ogląda za mną filmów
Nie całuje
Nie przytula
Zostały buty i fotel
I został jeden włos
A całe ciepło uciekło do góry
I Twoja postać staciła głos
I moc w mym sercu słabnie
Jest mi ciężko bez Ciebie
Nikt mnie ścierką nie zdzieli
Nie nakrzyczy
Nie pomoże
Nie doradzi co robić
Gdy życie wykańcza
Gdy łzy w oczach
Gdy się dławi samym sobą
Kiedy rodzice się kłócą
Chciałyśmy jechać do Częstochowy
Byłam pewna, że Matka Boska coś poradzi
Że Ona umie
Że uzdrowi
Albo, że pójdziesz chociaż na majowe
Ty też wierzyłaś
Do końca
Który nadszedł…
DLACZEGO?!
Czy nie lepiej się nie narodzić niż umierać?
Tak Cię kochałam…
Co ja teraz zrobię?
Nikt nie przysyła mi takich listów, jakie ty przysyłałaś
Nikt nie jest taki jak Ty
I nie będzie
Nikt Cię nie zastąpi
I co z tego, że ten wiersz nie jest wierszem
i nie nadaje się do publikacji…
Co z tego?
Ja nawet nie chcę współczucia ludzi
Nie po to to piszę
Chcę, żebyś wróciła
Bóg ponoć może wskrzesić…
0 komentarze:
Prześlij komentarz