Gdzieś za plecami
biegały dni godziny lata
Czas zabierał z szuflad kalendarze
i zjadał je na podwieczorek.
Zawieszeni pomiędzy prawdą
a kłamstwem, nicością a absolutem
czekaliśmy na role w tym dziwnym teatrze.
Nie dostaliśmy żadnych.
Wyszliśmy z biura i rzuciliśmy karierę
w cholerę.
Dawne szlaki zabłysły dla nas nowym blaskiem
choć czas pożerał marzec siedząc na drzewie
i machał nogami jak niesforny dzieciak
-
1 komentarze:
Witam :) Oczywiście, że Cię pamiętam! O Tobie i Twojej twórczości trudno zapomnieć ;)
Wiersz jak zawsze baardzo mi się podoba, naprawdę, czasem szokuje mnie Twoje bogate słownictwo i inspiracje użyte w wierszu! Niesamowite!
Tymczasem zapraszam do mnie- teraz staram się uzupełniać bloga na bieżąco :)
Pozdrawiam!
Prześlij komentarz