Pojawił się spod powierzchni nieba
wysłannik boga szczęścia
z piekła rodem
Niechcący omamił
Rzucając aluzje o świcie
Znikając po zmroku
Zapalając świecę przypomniała sobie
jego buty i kolor nieba
tamtego dziwnego dnia
kiedy on strącił jej księżyc na głowę
w pełnym słońcu
i tracąc przytomność przyglądała się
jego twarzy
Potem zniknął tak zwyczajnie
Ponieważ lato się skończyło
Czas nie stanął
Zegar tykał jak anemik
A księżyc wrócił na miejsce
Bez sensu mijały dni
Po stu osiemdziesięciu prysznicach
zapomniała przedsmaku przeddzień
schizofrenicznej wyprawy
zamknęła się w pokoju
tęskno spoglądając w podłogę
chciała wierzyć że powrócą
elfy
wampiry
wilkołaki
1 komentarze:
ach, widzę, że komentuję pierwsza :)
nie wiem skąd Ci się biorą pomysły, ale to musi być jakieś dobre, dalekie, niezwykłe miejsce :)
ogólnie jest bardzoo świetny. nie wiem czy tak można powiedzieć w jęz. polskim, a jeśli nie to po prostu brak słów. :) u mnie też nowe coś. tym razem... a z resztą, zobaczysz ;P ( mam nadzieję )
Prześlij komentarz