Rozgrzeszenie [12.01.11]

Rozgrzeszenie nie spadło na mnie z góry piorunem
Kiedy stałam pod nagim drzewem rozdeptując w kałuży podwiędłe liście
To ja byłam jesienią naszej miłości
Deszczowe dni sprowadziłam łzami na naszą wspólną ziemię
Burzowe chmury ze złością grzmiały nad nami

Ptaki śpiewające dla nas odleciały
Zostaliśmy sami

Chcieliśmy rozerwać świat na pół
Odwracając się plecami

Gdy już nie chciałeś całować mych policzków
Mroźny wiatr mi złożył pocałunek

Do twych biednych zimnych rąk zaczęły się tulić
Malutkie płatki śniegu

Na uschniętym drzewie skrzył się srebrny szron
Z twojej twarzy ścięte mrozem łzy
Scałowałam ciepłymi ustami

Rozgrzeszenie powoli rozgrzało
Całe moje ciało

2 komentarze:

Poprosiłbym o dodanie Cukierni w linkach, żebym mógł dodać tego bloga do oceny. Pozdrawiam i cieszy mnie to, że ludzie jeszcze chcą pisać wiersze. Piękna forma przekazu myśli. :)

Pozdrawiam!

Samotny z Cukierni Krytyki.

 

Polski pięknie brzmi, szczególnie tutaj.

 

Literaci wszelacy